środa, 12 października 2011

Nie wszyscy wiedzą, jak oszczędniej jeździć

Powstało 12 prostych zasad optymalnej jazdy, których stosowanie pozwala jeździć ekonomiczniej, ekologiczniej i bezpieczniej.

Wyniki badań przeprowadzonych przez ALD Automotive wskazują, że w Polsce zasady rozsądnego i zrównoważonego stylu jazdy znają i stosują przede wszystkim kierowcy flotowi. Chcąc zaoszczędzić, firmy wysyłają kierowców na szkolenia z ekonomicznego stylu jazdy. Oszczędności wygenerowane na zużytym paliwie oraz kosztach eksploatacyjnych auta mogą sięgnąć nawet 30%. W skali firmy oszczędności już na poziomie kilkunastu procent są zadawalające zwłaszcza przy obecnych cenach benzyny. Analogiczny wynik może uzyskać indywidualny użytkownik samochodu.

Wystarczy zaangażowanie, chęci i znajomość zasad optymalnej jazdy.

Program LOTOS optymalna jazda został stworzony przez koncern w odpowiedzi na zapotrzebowanie rynku. Powodem stworzenia programu były uciążliwe dla kierowców, rosnące ceny paliw oraz przestarzały program szkolenia kierowców, zakładający rozwiązania technologiczne stosowane w samochodach produkowanych 20 i więcej lat temu. Grupa LOTOS przedstawiła proste zasady, których stosowanie pozwala wyeliminować błędy związane z eksploatowaniem samochodu i techniką jazdy. Stosując zasady LOTOS optymalnej jazdy, każdy kierowca może wyeliminować złe nawyki jazdy. Nie wiąże się to z żadnymi kosztami, a korzyści mogą być znaczne.

LOTOS opracował 12 prostych i przejrzystych zasad optymalnej jazdy. Aby jeździć optymalnie nie trzeba brać udziału w specjalnych szkoleniach, wystarczy stosować te zasady w codziennej jeździe. Warto wiedzieć, że nowoczesne auto ze sterowanym elektronicznie zapłonem nie wymaga wielu zabiegów, które były konieczne podczas eksploatacji auta 20 lat temu. Stare samochody z silnikami gaźnikowymi wymagały dodawania gazu podczas rozruchu w celu zwiększenia chwilowego dopływu paliwa do komór spalania, co ułatwiało zapłon. Dzisiejsze silniki to nowoczesne konstrukcje, w których regularne dodawanie gazu podczas rozruchu może powodować problemy z dawkowaniem paliwa podczas normalnej pracy silnika.

LOTOS postanowił sprawdzić, czy kierowcy zdają sobie sprawę z popełnianych za kierownicą błędów i przeprowadził ankietę na temat wiedzy o prawidłowej eksploatacji i właściwej technice prowadzenia samochodu. Odpowiedzi udzieliło 500 kierowców podczas pikniku motoryzacyjnego „ABC Bezpieczeństwa”, który co roku, w sierpniu, odbywa się na molo w Sopocie.
Okazało się, że najczęściej popełnianym błędem jest nie wyłączanie silnika nawet podczas krótkiego postoju. Aż 55 % respondentów uważało, że silnik zużywa na rozruch duże ilości paliwa i nie warto go wyłączać, jeśli po chwili będzie uruchamiany. To błędne przekonanie wynika z uwarunkowań historycznych. Dawniej samochody pobierały i nie przepalały paliwa potrzebnego do uruchomienia silnika. Paliwo to było w zasadzie marnowane. W nowoczesnych silnikach to zjawisko zostało zupełnie wyeliminowane. Obecnie chcąc ograniczyć zużycie paliwa, powinno się wyłączać silnik przy postoju powyżej 30 sekund.

Kolejna zasada optymalnej jazdy, sugeruje parkowanie tyłem. Okazało się, że 48% ankietowanych nie zdaje sobie sprawy, że zimny silnik zużywa dużo więcej paliwa, niż silnik rozgrzany to temperatury roboczej. W związku z tym, że najwięcej energii potrzeba na ruszenie pojazdu z miejsca, należy wykonywać manewry parkingowe na silniku rozgrzanym i parkować tyłem, a po uruchomieniu auta wrzucić bieg i wykonać prosty manewr do przodu.
Niemal 39% procent ankietowanych wrzuca na tzw. luz a nie redukuje biegów, dojeżdżając do świateł lub skrzyżowania. Powoduje to niepotrzebne zużycie paliwa konieczne do podtrzymania pracy silnika. Silnik hamującego samochodu jeśli nie jest wysprzęglony (z wrzuconym biegiem) porusza tłokami czerpiąc napęd z obracających się kół, nie wykorzystuje do tego procesu spalania paliwa. Działają tak praktycznie wszystkie silniki produkowane po 1990 roku. Dzięki temu hamując autem z włączonym biegiem przemieszczamy się „za darmo”. Łatwo można to zauważyć obserwując wskazania spalania chwilowego w komputerze pokładowym samochodu.
– Hamując silnikiem zmniejszamy spalanie, ale pamiętajmy również o aspekcie bezpieczeństwa. kiedy dojeżdżamy do świateł na luzie nasza kontrola nad pojazdem jest bardzo ograniczona i w sytuacji awaryjnej będzie nam o wiele trudniej wykonać gwałtowny manewr – mówi kierowca rajdowy Michał Kościuszko.
Z uwagi na obecną sytuację cen paliw LOTOS podpowiada, jak oszczędnie jeździć i eksploatować samochód. Program „LOTOS optymalna jazda” został pozytywnie odebrany przez kierowców. Polscy kierowcy chcą się edukować i zdobywać wiedzę motoryzacyjną.

Kiedy policja i straż miejska mogą odholować auto

   Za niewłaściwe parkowanie grożą: mandat i odholowanie auta, które jest coraz częściej stosowanym środkiem represji. Rodzi się tylko pytanie: dlaczego za holowanie zlecone przez straż miejską płacimy trzy razy więcej, niż gdy taką usługę zamawiamy sami?


Gdy firmy biorące udział w przetargu np. na remont ulicy zmówią się, proponując miastu zawyżone stawki za wykonanie usługi, albo jakaś firma, korzystając z tego, że ma monopol, zaproponuje w przetargu absurdalną cenę, miejscy urzędnicy natychmiast unieważniają przetarg i stawiają sprawę jasno: wiemy, ile to powinno kosztować, i nie pozwolimy się skubać.


Gdy jednak firmy oferujące holowanie źle zaparkowanych samochodów (za co ostatecznie płacą kierowcy) zaproponują cenę dwu- lub nawet trzykrotnie wyższą od obowiązującej na lokalnym rynku, urzędnicy podpisują umowę bez mrugnięcia powieką, a na podejrzliwe pytania reagują oburzeniem: „No przecież są przepisy, zamawiamy usługi w przetargu nieograniczonym, nie może być inaczej”.

I z góry (tak jak rzecznik Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie Adam Sobieraj, który odmówił nam informacji o warunkach przetargu) grożą sprostowaniem artykułu, który może powstać na ten temat. Tym bardziej zainteresowało nas pytanie: dlaczego kierowcy źle zaparkowanych i odholowanych aut (poza mandatem, który im się słusznie należy) płacą 388 zł zamiast ok. 150 zł.

Jeszcze niedawno policja czy straż miejska mogły zlecić odholowanie zaparkowanego auta tylko w sytuacji, gdy po pierwsze, stało tam, gdzie jest to zabronione, a po drugie, gdy utrudniało ruch lub w inny sposób zagrażało bezpieczeństwu. Obecnie także m.in. wtedy, gdy pod znakiem zakazu parkowania widnieje tabliczka wskazująca, że samochód zostanie usunięty na koszt właściciela.

Ostatnio przybyło takich tabliczek, gdyż są one dla służb miejskich ogromnym ułatwieniem: zamiast zastanawiać się, czy auto blokuje cokolwiek, stojąc w poprzek przejścia dla pieszych, strażnik miejski może zlecić odholowanie  aut stojących za znakiem zakazu zatrzymywania się (plus tabliczka) i nikt nie zarzuci mu, że postąpił niezgodnie z prawem.


Żeby nie było wątpliwości, że odholowanie samochodu na parking strzeżony jest bardziej dokuczliwe niż sam mandat, przepisy mówią, że aby samochód odebrać, trzeba najpierw zapłacić i za holowanie, i za parking. O ile mamy prawo nie przyjąć mandatu bez większych konsekwencji i czekać na sądowe rozstrzygnięcie, czy kara się należy czy nie (a w razie przegranej w sądzie zapłacić z czasem kwotę mandatu plus niewielkie koszty), to już odmowa zapłaty za holowanie uniemożliwia nam odebranie auta. Tymczasem licznik bije: koszt za dobę postoju wynosi nawet 30 zł.


Płacisz z góry. A czy możesz liczyć na zwrot? - Jeśli uważamy, że samochód został odholowany niezgodnie z prawem, możemy dochodzić zwrotu pieniędzy przed sądem. Najprostsza sytuacja jest wtedy, gdy uważamy, że auto było zaparkowane prawidłowo. Tak było np. podczas wizyty amerykańskiego prezydenta Baracka Obamy w Warszawie: kierowcy parkowali prawidłowo, następnie auta były usuwane, a na miejscu parkingu służby miejskie ustawiały znak: zakaz zatrzymywania się.


W przypadku takiej zmiany organizacji ruchu znak drogowy ma stanąć co najmniej z 5-dniowym wyprzedzeniem, ma przy nim też być tabliczka z informacją, od kiedy obowiązuje. Osoby, które padną ofiarą nieprawidłowo przeprowadzonej zmiany, muszą i tak zapłacić za holowanie, aby odzyskać auto, ale potem mają prawo dochodzić od służb miejskich odszkodowania, poniesionych kosztów itp.

W sytuacji, gdy nie przyjmiemy mandatu, bo auto było zaparkowane naszym zdaniem poprawnie, możemy liczyć na odszkodowanie dopiero po zakończeniu postępowania przed sądem. Jeśli chodzi o sytuację, gdy samochód był zaparkowany w miejscu niedozwolonym, ale nie powinien zostać odholowany, sprawa się komplikuje. Strażnicy miejscy będą przysięgać, że auto powodowało zagrożenie.

Kiedy tracisz auto na zawsze? - Właściciel ma przez 6 miesięcy prawo do odbioru samochodu ściągniętego z ulicy na polecenie straży miejskiej. Przez ten czas narasta dług za parkowanie – w przypadku samochodów osobowych jest to nawet ponad 30 zł dziennie (w Warszawie 28 zł). Samochód może zostać odholowany za nieprawidłowe parkowanie, ale także wtedy, gdy został zaparkowany prawidłowo, a na ulicy zmieniła się organizacja ruchu i postój stał się nielegalny.

Także wtedy, gdy stan auta wskazuje na to, że użytkownik go już nie chce. Jeśli właściciel natychmiast nie zgłosi się na policję lub do straży miejskiej, aby szukać auta, które zniknęło z ulicy, po kilku dniach otrzymuje stosowną informację za pośrednictwem poczty. Po 6 miesiącach pojazd przechodzi na własność miasta.

Dzieje się tak także w sytuacji, gdy samochodem dysponowała osoba trzecia (np. warsztat) używająca lub przechowująca pojazd, a właściciel otrzymał list i nie zgłosił się po auto. Najczęściej nie są odbierane samochody porzucone, ale zdarzają się też drogie samochody pozostawione na ulicy przez właścicieli, którzy np. wyjechali za granicę.


Kiedy mają prawo odholować auto, a kiedy nie?

Mają prawo:
1. Gdy auto jest zaparkowane w miejscu oznaczonym tabliczką informującą o możliwości odholowania – nawet, jeśli samochód zaparkowany w tym miejscu nie powoduje zagrożenia.


2. Gdy auto jest zaparkowane w miejscu, gdzie jest to zabronione i utrudnia ruch lub zagraża bezpieczeństwu – nawet gdy nie ma tabliczki.


3. Gdy auto stoi na miejscu dla inwalidów bez karty  parkingowej.

4. Gdy stan auta zagraża bezpieczeństwu, powoduje uszkodzenie drogi lub zagraża środowisku.



5. Gdy właściciel nie ma potwierdzenia opłacenia składki OC, a samochód jest zarejestrowany w kraju niebędącym państwem UE, EFTA lub Konfederacją Szwajcarską.


6. W przypadku przekroczenia dopuszczalnych wymiarów, masy lub nacisku osi.


7. Gdy autem kierowała osoba nietrzeźwa i nie da się zabezpieczyć go w inny sposób.


Nie mają prawa:

1. Zaparkowałeś tam, gdzie nie wolno, ale samochód nie blokuje przejazdu i nie zagraża bezpieczeństwu innych, nie ma taż znaku z tabliczką z symbolem holownika*.


2. Samochodem kierowała osoba nietrzeźwa, ale ma trzeźwego „zmiennika”. *W takiej sytuacji samochód może zostać unieruchomiony blokadą lub właściciel otrzymuje tylko wezwanie do stawienia się na komisariacie lub w biurze straży miejskiej.


Ile kosztuje przymusowe holowanie w Warszawie? - W Warszawie holowaniem aut na zlecenie służb miejskich dzielą się dwie firmy: jedna obsługuje Warszawę lewobrzeżną, druga prawobrzeżną wraz z mostami. W grudniu 2010 roku tylko one zaoferowały swoje usługi miastu, proponując podobne ceny. Co ciekawe, np. firma Towing wezwana prywatnie holuje już za 123 zł. Od stycznia do 17 lipca 2011 r. w Warszawie straż miejska zleciła odholowanie 8744 aut osobowych.


Komu płacisz i kto na tym zarabia? - W Warszawie za holowanie samochodu zlecone przez straż miejską oprócz mandatu za nieprawidłowe parkowanie (w większości przypadków 100 zł) właściciel auta musi zapłacić 360 zł. Oprócz tego ponosi koszt 28 zł za każdą rozpoczętą dobę przechowywania samochodu na parkingu strzeżonym.

Co ciekawe, gdybyśmy sami zamówili odholowanie naszego samochodu na identycznej trasie (w większości przypadków do 10 km), musielibyśmy wyjąć z kieszeni jedynie 120-150 zł. I to korzystając z usług tej samej firmy (!), która wykonuje usługi opłacane z kasy miasta, a tak naprawdę z kieszeni kierowców.


1. Zgodnie z prawem stawki opłat za holowanie pojazdów ustala rada powiatu. W Warszawie stawki zostały ustalone 10 lat temu i wynoszą w przypadku samochodu osobowego do 3,5 tony 360 zł za holowanie i 28 zł za każdą rozpoczętą dobę parkowania.

Gdyby firma Towing sp. z o. o. (jedna z dwóch firm wykonujących usługi holowania dla Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie) na zlecenie straży miejskiej brała 123 zł za każde holowanie auta osobowego (tyle samo, ile bierze za usługi oferowane klientom detalicznym), miasto na czysto zarabiałoby 238 zł. Jednak wytłumaczenie zawyżonych opłat po prostu zyskiem miasta byłoby zbyt proste. Uprzedzając fakty: miasto ma z tego marne grosze.

2. Okazuje się, że firmy, którym opłaca się oferować klientom usługi detaliczne za kwotę od 123 zł za jednorazowe holowanie, wykonując te same usługi hurtowo (od kilku do kilkudziesięciu dziennie) wyceniają je na znacznie wyższe kwoty: 308 zł (prawobrzeżna strona Warszawy) i 315 zł (lewobrzeżna strona Warszawy). Za przechowywanie samochodów miasto płaci im po 24,60 zł dziennie.


3. Firmy wyłaniane są w drodze przetargu nieograniczonego. Od lat jednym z wykonawców tej usługi wygrywającym większość przetargów jest firma Towing sp. z o. o. Obecnie obok niej działa firma System A-Z. Rzecznik Zarządu Dróg Miejskich (ta instytucja zajmuje się obsługą systemu usuwania pojazdów) nie widzi problemu w tym, że firmy żądają od miasta opłat za holowanie 2,5-krotnie wyższych niż wynosi ich cena rynkowa.


Ten sam urzędnik nie zostawia suchej nitki na firmach proponujących zawyżone ceny usług budowlanych, za które w całości płaci miasto. „Wiemy, jakie są ceny materiałów i wykonawstwa, więc nie możemy przepłacać” (cyt. za Gazetą.pl). Gdy jednak dowiadujemy się, że miasto przepłaca SOBIE z kieszeni kierowców, nie zarabiając na tym, sprawa wydaje się jeszcze bardziej niejasna.


4. Miasto przepłaca sobie, gdyż udziałowcami firmy Towing są: Peachtree Associates LTD (firma izraelska), Active Capital INC (firma amerykańska) oraz (uwaga!) miasto st. Warszawa. To nie jest zabronione, aby miasto brało udział w prywatnych przedsięwzięciach. W tym przypadku może jednak wydawać się nieetyczne. W końcu miasto jest współwłaścicielem firmy, która bierze udział w przetargach organizowanych przez miejskie instytucje. Ile miasto z tego ma? Jeśli bowiem jest z tego powodu bogatsze i powstają nowe drogi, mosty, przedszkola, to w porządku.


5. Niestety, firma Towing sp. z o. o. w 2009 i 2010 roku przyniosła straty. Rzecznik Urzędu Miasta wyjaśnia, że zgromadzenie wspólników podjęło uchwały o pokryciu strat z kapitału zapasowego spółki, a więc transfery finansowe pomiędzy miastem a firmą Towing sp. z o. o. w latach 2009-2010 nie miały miejsca. Urzędnikom-biznesmenom należą się gratulacje! Miasto w latach 2009--2010 dołożyło do interesu tylko wirtualne pieniądze. Możemy się domyślać, że koszty prowadzenia firmy transportowej, a w szczególności koszty płac są wysokie, stąd straty.


6. Wygląda na to, że przeciętny kierowca nie jest w stanie podważyć zawyżonej opłaty za odholowanie źle zaparkowanego auta. Amatorom tropienia zmowy cenowej podpowiemy tylko, że ceny usług świadczonych przez dwie niezależne firmy są wyjątkowo zbieżne. W każdej z 6 kategorii pojazdów ceny usług firmy System A-Z stanowią 97-98 proc. ceny usług firmy Towing.


Zadziwiająca zgodność, prawda? Jedyne, co możemy poradzić kierowcom, to by parkowali w taki sposób, aby nie dać strażnikom miejskim pretekstu do wezwania holownika. W przeciwnym razie dajemy zarobić tajemniczym firmom zarejestrowanym w USA i w Izraelu.

Szkoła auto - Jak bezpiecznie jeździć zimą

Zimą na drodze możliwe są każde warunki. Suchy lub mokry asfalt, śnieg lub lód, błoto pośniegowe lub zaspy, a do tego wszystkiego koleiny - trzeba być dobrym kierowcą, aby umieć dostosować się w mgnieniu oka do warunków na drodze. 
W warunkach zmniejszonej przyczepności kół do podłoża już samo ruszanie samochodem z miejsca musi wyglądać inaczej niż latem. Trzeba przestawić się na dozowanie gazu z aptekarską precyzją i na płynne ruchy nie tylko rąk, ale też nóg. Bardzo ważna jest również koordynacja jednych i drugich.
Startuje się z niskich obrotów silnika, a pedał sprzęgła zwalnia milimetr po milimetrze. Wszystko po to, aby koła napędowe samochodu nie wpadły w poślizg zanim jeszcze auto ruszy z miejsca. Jeżeli mimo to koła napędowe wpadną w poślizg, delikatnie należy ująć gaz, a położenie pedału sprzęgła na moment „zamrozić". Zmniejszenie siły napędowej na kołach z reguły pomaga odzyskać przyczepność niezbędną do ruszenia z miejsca. Głębsze wciśnięcie pedału przyspieszenia sprawi jedynie, że koła zaczną zagłębiać się w śnieg, a samochód nie posunie się do przodu ani o centymetr.
Ruszyliśmy z miejsca, ale nie jesteśmy pewni, czy pod kołami znajduje się w miarę przyczepny kopny śnieg, czy tylko cienka warstwa śniegu, a pod nim lód. Warto to przetestować, ale bez gwałtownych manewrów kierownicą czy ostrego hamowania. Wszystkie ruchy - zarówno rąk, jak i nóg - muszą być maksymalnie zgrane, płynne i delikatne. Najważniejszym zadaniem kierowcy w czasie jazdy na śliskiej nawierzchni jest utrzymanie przyczepności przednich kół, bo to ona gwarantuje panowanie nad samochodem, czyli tzw. kierowalność.
Zazwyczaj, pierwszą przeszkodą pojawiającą się na ośnieżonych drogach są koleiny. Najlepiej ich unikać, nie wjeżdżać w nie kołami, a brać między koła. Jeżeli koniecznie trzeba w nie wjechać, nie należy przy skręconych kołach dojeżdżać do krawędzi koleiny. Taka próba opuszczenia kolein z reguły kończy się fiaskiem. Wówczas samochód płuży na skręconych kołach i jedzie przed siebie. Aby wydostać się z kolein, trzeba na prostych kołach maksymalnie zbliżyć się do jednej z jej ścian, a następnie obrócić koła w przeciwnym kierunku i, przy wciśniętym sprzęgle, rozpędem próbować wyjechać z pułapki. Po wydostaniu się z kolein trzeba być przygotowanym na szybką kontrę kierownicą. W przeciwnym razie samochód może zacząć obracać się wokół własnej osi.
Zimą spore zagrożenie na drogach stanowią także zaspy. Mniejsze, podobnie jak niewielka kałuża, nie powinny być groźne. Na większe trzeba uważać, bo potrafią momentalnie zatrzymać samochód, wciągnąć na pobocze, a nawet przewrócić. Zaspa śnieżna bardzo mocno przyhamowuje koła, które się w niej znalazły. Jeżeli koła po drugiej stronie auta nie napotkają na podobny opór i toczą się po przyczepnym gruncie, to warunki do wprawienia samochodu w ruch obrotowy dookoła osi pionowej są idealne. Receptą znowu są kontra kierownicą i wciśnięcie pedału sprzęgła. Przy przejeżdżaniu przez zaspy utworzone z sypkiego śniegu, warto być przygotowanym na uruchomienie wycieraczek. W przeciwnym razie można pokonać zaspę, a polec na łatwym zakręcie, który znajduje się tuż za nią.
Przed zaśnieżonymi czy oblodzonymi wzniesieniami nigdy nie należy zatrzymywać się, ale najeżdżać na nie z lekkim rozpędem. Nie wolno przy tym dopuścić do poślizgu kół. Jeżeli samochód zatrzyma się na podjeździe, bo koła zaczną buksować - dodawanie gazu wyłącznie pogorszy sytuację. Lepiej odpuścić, wycofać się i próbować jeszcze raz, ale z większym rozbiegiem. Aby zapewnić sobie skuteczniejszy start, można próbować ruszać z drugiego biegu, szczególnie w samochodach wyposażonych w silniki wysokoprężne. W wypadku aut z przednim napędem, można, w ostateczności, próbować podjeżdżać pod górę tyłem do przodu. Wówczas, napędzane przednie koła są lepiej dociążone, co gwarantuje im lepszą przyczepność.

Co można zrobić w ASO

Jeżeli autoryzowana stacja obsługi kojarzy Ci się tylko z przeglądami gwarancyjnymi, jesteś w błędzie. Każde ASO wykonuje wiele usług, zdarza się, że taniej niż w niezależnym warsztacie. 
Warto odwiedzić ASO jeszcze przed kupnem używanego auta, aby je dokładnie sprawdzić. Taka usługa kosztuje 200- 700 zł, zależnie od miasta, marki, zakresu przeglądu. W Warszawie za kompleksowe sprawdzenie auta wraz z geometrią podwozia zapłacimy 700 zł, ale w Olsztynie za to samo wydamy 300-400 zł. Owszem, taniej (w całym kraju 98 zł) wyjdzie badanie techniczne w stacji kontroli pojazdów, ale ASO ma tę przewagę, że jego pracownicy świetnie znają konstrukcje swojej marki. Widząc konkretny model od razu wiedzą, czego (psującego się) w nim szukać. A lista kontrolna po takim sprawdzeniu będzie zawierała ocenę stanu wszystkich istotnych podzespołów i systemów, z wyszczególnieniem ewentualnych usterek, stopnia zużycia opon, hamulców itp.
Wiadomo, że część posiadaczy aut czeka, kiedy minie gwarancja, żeby uciec z serwisowaniem do niezależnych warsztatów. ASO niektórych marek - przykładowo, Volkswagena, Skody, Opla - próbują zatrzymać klientów oferując tzw. dożywotnią mobilność. To nic innego, jak assistance. Układ jest prosty - robisz przeglądy w autoryzowanej stacji, usuwasz stwierdzone podczas nich usterki, masz assistance: za darmo lub za niewielką opłatą (u Opla - 64 zł).
Doradcy serwisowi z ASO zwracają uwagę, że można u nich zlecić każdą naprawę, nie tylko gwarancyjną, czyli darmową. Jak czytamy na stronie importera czołowej japońskiej marki - „tylko serwisy Toyoty dysponują wyposażeniem umożliwiającym naprawę każdej Toyoty". Żadna ASO, nie tylko Toyoty, nie powinna mieć problemu z reperacją silnika, skrzyni biegów, zawieszenia w samochodzie 5- czy 10-letnim.
W przypadku egzemplarzy po gwarancji możesz wykorzystać techniczne powiązania pomiędzy markami. A więc serwisy Skody chętnie przyjmą pogwarancyjnego Volkswagena, Seata, czy Audi. Druga taka przykładowa grupa to Ford, Mazda i Volvo, oczywiście nie wszystkie modele.
Naprawy w autoryzowanych stacjach dotyczą również przypadków wymagających interwencji blacharzy i lakierników. Na pewno wszystko zostanie wykonane zgodnie ze standardami danej marki samochodu, choć - bądźmy szczerzy - nie zawsze w ASO. Czasami dealer nie wchodzi w blacharsko- lakiernicze tematy, robią to dla niego inne warsztaty zapewniające odpowiednią jakość.

Przygotuj auto do jazdy zimą

Przez następnych kilka miesięcy jednym z nietracących na aktualności tematów wśród kierowców będzie przygotowanie auta do jazdy w sezonie zimowym. Kiedy już zmienimy opony, płyn do spryskiwaczy, a właściciele samochodów z silnikiem Diesla dodatkowo wymienią filtr paliwa, teoretycznie możemy odetchnąć z ulgą. Niestety, wystarczy, że w ciągu jednej nocy słupek rtęci pójdzie ostrzej w dół, może się okazać, że nie dostaniemy się do auta, ponieważ zamarzł nam zamek. Zacznie się więc poszukiwanie najbardziej rekomendowanych odmrażaczy, potem przepytywanie o najlepsze skrobaczki. W końcu przyjdą ferie i Ci, którzy zaplanują wyjazd w góry, będą musieli pomyśleć o łańcuchach na koła.
Nawet jeśli jesteśmy już zaopatrzeni we wszystkie możliwe akcesoria ułatwiające nam jazdę zimą, nie możemy zapomnieć, że to również trudny czas dla silnika. Jadąc na stację benzynową warto więc przyjrzeć się aktualnej ofercie.
Od 17 listopada na stacjach BP dostępna jest nowa, ulepszona wersja paliw BP Ultimate. To najlepsza gama paliw BP stworzona przez wiodący w świecie zespół specjalistów. Nowe paliwa BP czyszczą i chronią silniki lepiej niż dotychczas. Firma, dostosowując się do nowoczesnych rozwiązań technicznych zastosowanych w silnikach w ciągu ostatnich pięciu lat, uznała za konieczne stworzenie ulepszonej wersji paliwa, które nie tylko dostosuje się do tych nowych rozwiązań, ale również je wzmocni.
Silniki montowane obecnie w nowych samochodach są niezwykle wydajne. Takie samo - czyli nowoczesne i wydajne - jest ulepszone paliwo BP Ultimate. Szkodliwe osady szybko odkładające się w silnikach pracujących na zwykłym paliwie, ograniczają wydajność pracy silnika w stosunku do wydajności, jaką powinien osiągnąć. Tymczasem BP Ultimate posiada czterokrotnie zwiększoną siłę czyszczenia silnika w stosunku do zwykłych paliw, a usuwając do 95% szkodliwych osadów, przywraca jego początkową wydajność i przedłuża jego żywotność.
Dodatkowo nowe paliwa BP zmniejszają tarcie wewnątrz silnika i chronią go przed osadem nagromadzonym podczas spalania paliwa. Różnicę dostrzegą również właściciele samochodów z silnikiem Diesla - BP Ultimate Diesel zawiera specjalny składnik, dzięki któremu podczas tankowania w zbiorniku powstaje mniej piany, niż w przypadku zwykłego paliwa. Teraz tankowanie jest szybsze, łatwiejsze i czystsze. A co ważniejsze - mniejsza ilość piany to możliwość zatankowania większej ilości paliwa, a co za tym idzie - przejechania większej liczby kilometrów pomiędzy tankowaniami.
Silne właściwości czyszczące BP Ultimate Diesel, które mają na celu usuwanie osadu, potrafią przywrócić 99% utraconej mocy z powodu osadu powstałego w silniku w wyniku zastosowania zwykłego paliwa.
Przygotowując się więc do sezonu zimowego, nie zapomnijmy uważniej przyjrzeć się ofercie paliwowej na stacjach benzynowych. Ta rada nie dotyczy zresztą tylko zimy - dobrej jakości paliwa warto używać cały rok.

Silniki benzynowe kontra diesle

Diesle nie są dla oszczędnych. Chociaż boom na auta z silnikami wysokoprężnymi jest już za nami, sporo osób wciąż decyduje się na zakup samochodu napędzanego dieslem. Taki wydatek prędko się nie zwróci. 
Jeszcze 10 lat temu, z punktu widzenia „księgowego", wyższość auta z silnikiem Diesla pod maską nad samochodem z silnikiem benzynowym była oczywista. Po pierwsze, różnica w cenie między litrem benzyny bezołowiowej a litrem oleju napędowego była znacznie większa niż dzisiaj. Po drugie, samochody z silnikami Diesla w porównaniu z autami z silnikami benzynowymi nie ceniły się aż tak wysoko. Dzisiaj nawet w wypadku małych aut, jak np. Fiat Punto, trzeba się liczyć z różnicą na poziomie 7 tys. zł, czyli około 15% ceny. Różnica w cenie może sięgać nawet absurdalnych 30%, jak w wypadku Lancera, za którego w wersji benzynowej Mitsubishi życzy sobie 58 240 zł, ale za diesla żąda aż o 19 tys. zł więcej.
Technologiczny skok w nadprzestrzeń - który w ostatniej dekadzie dokonał się w wypadku silników wysokoprężnych zarówno pod kątem ich wydajności, jak i zmniejszonej uciążliwości dla środowiska - sporo producentów kosztował. OK, obowiązkowe turbosprężarki i filtry cząstek stałych czy intercoolery, stosowane w najbardziej wysilonych odmianach współczesnych diesli, mają swoją cenę. Wysokociśnieniowy układ common-rail, wymagający megasprawnej pompy i piezoelektrycznych wtryskiwaczy, też nie należy do najtańszych konstrukcji. Jednak 7 tys. zł więcej jak w wypadku Punto za samochód, który co najwyżej dorównuje osiągami wersji benzynowej
Po kawałeczku można je odzyskiwać jedynie dzięki nieco niższej cenie oleju napędowego (4,45 zł/l) w stosunku do ceny benzyny bezołowiowej (4,73 zł/l) i za sprawą mniejszego apetytu diesla na paliwo w porównaniu z zapotrzebowaniem silnika benzynowego. Podczas każdego tankowania pełnego zbiornika paliwa o pojemności 45 l w Fiacie Punto 1.3 Multijet zyskuje się zaledwie 13 zł w porównaniu z kosztem zbiornika paliwa w Punto z silnikiem benzynowym 1.4. W Astrze, której zbiornik paliwa liczy 52 l, daje to oszczędność 15 złotych, a w Avensisie z 60-litrowym zbiornikiem - 17 zł. Ledwie na bilet do kina wystarczy.

Felgi


Teoretycznie kwestia wyboru obręczy kół powinna sprawić dużo mniej kłopotu niż wybór opon. Nie trzeba studiować testów, rozmyślać nad rodzajem bieżnika i szukać indeksów prędkości. Sprawdzamy w instrukcji obsługi auta jakie rozmiary felg dopuszcza producent, wybieramy wzór i kupujemy.
Obręcze aluminiowe znajdziemy w większości centrów serwisowych, w sklepach motoryzacyjnych albo w Internecie. Portale aukcyjne pozwalają na wybór felg praktycznie każdego producenta, często po niższych cenach niż w tradycyjnym sklepie. Warto jednak zachować ostrożność. Przypadkowy sprzedawca może mieć bardzo ograniczoną wiedzę na temat ich dopasowania do konkretnego pojazdu, trzeba więc znać odpowiednie parametry (patrz ramka), by wybrać dobrze. Przestrzegamy też przed produktami „no name", które są znacznie niższej jakości niż markowe i podczas eksploatacji mogą wręcz zagrozić naszemu bezpieczeństwu.
Zakup nowych felg daje pewność co do ich stanu i gwarancję producenta. Przed zakupem używanych natomiast, warto sprawdzić na wyważarce u wulkanizatora czy aby na pewno są proste. Skrzywienie obręczy to jeszcze nie tragedia. Specjalistyczne zakłady prostują je na zimno; podgrzewanie stopu, z jakiego są wykonane osłabia strukturę materiału i może prowadzić do pęknięć przy dalszej eksploatacji. Za to wbrew obiegowej opinii, absolutnie nie można kupować felg spawanych. Stopy aluminiowo-silikonowe (lub aluminiowo-magnezowe), z których wykonuje się felgi z lekkich stopów, mają słabą spawalność. Podczas tego zabiegu zwykle powstają pęknięcia, które mogą grozić wypadkiem. Nowy lakier położony na używanej feldze powinien więc wzbudzić naszą czujność - może on świadczyć o tym, że nieuczciwy sprzedawca chciał ukryć ślady po spawaniu obręczy. Zakup używanych felg niewiadomego pochodzenia niesie ze sobą spore ryzyko.